poniedziałek, 20 stycznia 2014

Chapter twelve

Kolejny dzień. Kolejny sztuczny uśmiech. Kolejne przedstawienie. Moi rodzice po prostu mogli wybrać inny dzień żeby zostać w domu. Dziś rano nie mogłam wytrzymać. Wzięłam szkolny cyrkiel. Zrobiłam kilka kresek na nadgarstku. Nie były szczególnie głębokie. Nawet nie poleciała krew. W sumie to dobrze. Gdybym poszła na dół i wzięła bandaż to rodzice by chcieli wiedzieć o co chodzi. Leżałam w swoim łóżku. Pewnie gdybym miała więcej odwagi skoczyłabym z okna. Czuje się jakby ktoś mnie przeżuł i wypluł. Tak właśnie czuje się ktoś kto traci przyjaciela. I to drugi raz. Postanowiłam się ogarnąć żeby nie było pytań czy coś się stało. Weszłam do łazienki i zerknęłam do lustra. Wyglądałam jeszcze gorzej niż sądziłam. Miałam czerwone i spuchnięte oczy. Do tego spłynął tusz do rzęs. Włosy miałam poszarpana i miałam pełno kołtunów. Moja bluzka była wypuczona . Przemyłam twarz zimną wodą i zaczęłam walkę z włosami. Po wielu zmaganiach wygrałam. Nadal nie było ślicznie no ale lepiej. Postanowiłam jeszcze na delikatny makijaż. Eyeliner, tusz do rzęs i błyszczyk. Nałożyłam bluzkę z długim rękawem aby rodzice nie widzieli ran. Zresztą śmiem wątpić, że w ogóle wyjdę z pokoju a co dopiero z domu. Weszłam do pokoju. On tam był siedział na łóżku i oglądał nasze zdjęcia.
- Co tu robisz ? - zapytałam chłodno
- Chciałem przeprosić i coś ci dać - powiedział. Wyciągnął z zza pleców bukiet czerwonych róż. Były piękne. Przyjrzałam się dokładnie i zobaczyłam w samym środku dwie róże inne od innych. Jedna była niebieska a druga biała. Między nimi było zdjęcie. Nasze zdjęcie. Mieliśmy max 4 latka.
- Louis ....Ja nie wiem co powiedzieć.....- zaczełam
- To nic nie mów - powiedział i podszedł do mnie. Nasze twarze dzieliły centymetry.....
- Sam! Obiad! - zawołała mama w sumie to dobrze.
- Może zjesz z nami? - zapytałam.
- A to nie będzie dziwne jak wyjdę z twojego pokoju ? - powiedział. Racja.
- Weszłaś przez okno. Więc wyjdź przez nie i wejdź drzwiami frontowymi - powiedziałam.
- Okey - powiedział i wyszedł.
Zeszłam na dół i weszłam do kuchni. Po chwili usłyszałam *DING* *DONG *
-Ja otworze - powiedziała mama i ruszyła do drzwi.
-Dzień dobry - powiedział Louis
- Witam. A kim pan jest ? - zapytała mama nie poznając Louisa. Z resztą nie dziwię się jej.
- Nie poznajesz mnie ciociu ? To ja Louis - powiedział
- Louis - powiedziała moja matka i go przytuliła - co ty tu robisz ? Powiedź jak tam u ciebie ? - moja mama zadawała jedno pytanie za drugim.
- Po rozwodzie rodziców matka dostała tu ofertę pracy i mieszkanie. Dobrze nam się miewa - powiedział Louis. Nadal nie ufałam mu w stu procentach i nadal się go trochę bałam. Może i go już tak bardzo nie nienawidzę. Ale nadal jesteśmy od siebie daleko. Zachowywałam pozory ucieszonej. Rodzice i Louis ciągle rozmawiali. Atmosfera była dobra. Znaczy według rodziców....
Po obiedzie mama powiedziała, żebyśmy się przeszli. Zgodziłam się choć nie chętnie. Padał deszcz wziełam parasol i wyszliśmy.
- Dlaczego płakałaś ? - zapytał Louis gdy już wyszliśmy - i dlaczego się samo okaleczasz ? 
Patrzałam na niego zdziwiona. Pewnie widział wszystko.
- Płakałam przez ciebie. Także dla tego się samookaleczam - powiedziałam z wyrzutem. Moje oczy się zaszkliły. Ale nie nie pozwolę by Lou je zobaczył.
- Aha.... - powiedział zmieszany - może ja pójdę. 
Odszedł.stałam tam przez kilka chwil. Ruszyłam w stronę domu pozwalając łzą spływać po policzkach.

~*~
Przepraszam , przepraszam i przepraszam! Wiem rozdziału dawno nie było.Ale teraz mam ferie i rozdziały będą częściej. Mam nadzieję, że się podoba i czekam na komentarze ;)
 Jeszcze raz zapraszam do zakładki "Pytania do bohaterów ;) "

9 komentarzy:

  1. Świetny rozdział. Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny z niecierpliwością czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny .Czekam na next !!! <333

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Cię mordko ;** nie mogę sie doczekać następnego - Zuzia

    OdpowiedzUsuń
  5. Next piszesz swietnie. !!<3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy