wtorek, 22 lipca 2014

Chapter Twenty-fife

Nie możliwe jak ona mogła? I po co? Chwilę później usłyszałam kroki na schodach i przyciszone głosy.
- Kochanie? - usłyszałam głos mamy po drugiej stronie drzwi - otworzysz mi?
- Tobie czy twojej nowej przyjaciółce? - prychnęłam
- Ja się o ciebie troszczę - powiedziała łagodnie
- Myślisz, że wariuję? - zapytałam - I wzywasz psychiatrę?
- Skarbie... - zaczęła
- Skończ. Jeżeli według ciebie wariuję to się do mnie nie odzywaj! - wykrzyknęłam a mama zaczęła coś mówić ale ja już stałam na balkonie i ubierałam buty które tam trzymałam. Zeszłam po rynnie i znalazłam się na dole. Szybko pobiegłam w którąś stronę i po chwili z zaskoczeniem stwierdziłam, że kieruję się do Louisa. W sumie to jedyne miejsce gdzie mogę iść....

*Louis*

Siedziałem na kanapie i oglądałem jakiś dupiasty program gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Znowu Harry - Pomyślałem z ironią. Otworzyłem drzwi i moje oczy powiększyły się z zaskoczenia. 
- Wejdź - powiedziałem do dziewczyny stojącej w progu. Chyba prędzej spodziewałbym się prezydenta niż Sam stojącej w moim progu z rozmazanym tuszem do rzęs. Na pewno płakała - co się stało?
Nie odpowiedziała. Zamiast tego usiadła na sofie i wpatrywała się w telewizor ale jej wzrok był utkwiony gdzie indziej. Gdzieś w myślach.
- Psychiatra - powiedziała i zaśmiała się bez cienia wesołości - Jak ona mogła to zrobić? Wezwała psychiatrę własna matka! 
- Sam spokojnie...-zacząłem ją uspokajać
- Nie! Nie spokojnie Louis! Ona wezwała do mnie psychiatrę bo zaczęłam jej pyskować! Rozumiesz?! - jej wzrok stał się zamglony a po chwili po jej policzku spłynęła łza. 
- Cii - przytuliłem ją do siebie - będzie dobrze
- Wiesz co? Nigdy nie spodziewałam się, że jeszcze kiedyś będziesz mnie przytulał -  Ja miałem nadzieję - pomyślałem gdy staliśmy przytuleni do siebie.

***

Hejo! I jak? Podoba się? Mam nadzieję że tak! Czekam na komentarze!


niedziela, 6 lipca 2014

Chapter Twenty-four

- Yyyy... Louis? - zapytałam wchodząc do obskurnego miejsca. Zabrał mnie do jakiejś dyskoteki ale no cóż to była taka nietypowa dyskoteka....
- Tak księżniczko? - zapytał
- Po co tutaj przyszliśmy? - zapytałam
- Wiesz lubię to miejsce, a może ty powinnaś ubierać się hmm... mniej grzecznie? - podpowiedział
- Jasne - powiedziałam już obmyślając plan. Bawiliśmy się do 2 w nocy. Byłam lekko pijana a Louis tak samo.
- Harry? - zaczął dzwonić - Nie. Jestem na imprezie. Wpadniesz po mnie? No bo jestem pijany. Tak ale jest ze mną dziewczyna. Okey czekam.
 I się rozłączył. Z tego co wywnioskowałam Harry chciał aby Lou prowadził sam ale Louis powiedział że ja z nim jestem więc Harry przyjedzie. Nie minęło kilka minut a już siedzieliśmy w aucie Hazzy.
- Dzięki za wieczór - powiedziałam gdy byliśmy pod balkonem
- To ja dziękuje - powiedział Lou a ja dałam mu buziaka w policzek. Potem on pomógł mi wejść na balkon. Gdy już się tam dostałam pomachałam mu i poszłam do łazienki. Szybko się umyłam i poszłam "spać". Bo tak naprawdę rozmyślałam nad dzisiejszym wieczorem.

Obudziłam się z ostrym bylem głowy. Czy życie nie byłoby piękniejsze bez kaca?  No nic weszłam do kuchni i zauważyłam mamę.
- Jak się spało? - zapytała
- Dobrze - odburknełam
- Nie takim tonem! - powiedziała
- A jakim? - zapytałam odstawiając karton z mlekiem który trzymałam w ręku - Jakim tonem mam mówić do matki która ignoruje mnie każdego dnia i ma mnie głęboko w dupie?!
- Samantho...- zaczęła z zaciśniętym zębami
- Nie nazywaj mnie tak. Nie cierpię tego - powiedziałam i poszłam do pokoju. Chwilę później zauważyłam że pod dom podjechało jakieś auto. Przeczytałam napis z boku auta i omal nie wybiłam szyby ze złości.
"Psychiatra"
Nie, nie wierzę... Zaraz mnie coś strzeli....

*
Wiem, że do niczego i wgl. Ale jest ;? Czekam na komentarze

Obserwatorzy