wtorek, 25 marca 2014

Chapter nineteen

- Zbieraj się, idziemy dziś na imprezę - powiedział Louis wchodzący do mojego pokoju - o i ubierz się ładnie Zamknął drzwi. Czułam się jak więzień. Nie mogłam wychodzić bo było tu niebezpiecznie. A właściwie to co znaczy ubierz się ładnie ? Przecież nawet jakbym chciała nie mam tutaj ubrań. Ehh... No nic umyłam twarz i zeszłam na dół.
- Gotowa? - zapytał Lou stojący do mnie tyłem
- Oczywiście - powiedziałam a on się odwrócił, po czym uprzytamniając sobie to,  ze nie mam w co się ubrać zrobił tzw. Facepalm'a.
- Wiem pojedziemy do Perrie i ona ci coś pożyczy. Okey? - zapytał
- A mam wyjście? - zapytałam
- Nie - powiedział - chodź idziemy.
Po chwili byliśmy ma miejscu.
- Kurwa Lou fajnie, że mnie uprzedziłeś - powiedziała Perrie
- Nie ma za co - powiedział - pożyczysz Sam jakieś ubrania i kosmetyki?
- Sam - krzykneła dziewczyna i przytuliła się do mnie- jak dobrze cię widzieć! Oczywiście! Chodź dam ci coś. A ty - wskazała na Louisa - jedź już spotkamy się na miejscu
- Ale ...- zaczął
- Żadnego ale! - powiedziała a on stał w miejscu - JUŻ!
Po tym krzyku szybko poszedł do auta "przestraszony" a ja się zaśmiałam.
- Chodź, ja już się o ciebie zatroszczę - powiedziała i uśmiechnęła się złowroga. Wciągnęła mnie do domu...

*Louis*

- Gdzie one są?! - zapytałem zły Zayna. Dziewczyny powinny tu być  pół godziny temu! Siedziałem i dopijałem mojego drinka gdy nagle zauważyłem ją. Stała przy drzwiach wejściowych.
Miała na sobie fioletową obcisłą sukienkę sięgającą do połowy ud, do tego czarne rajstopy we wzorki i czarne buty na koturnie. Do tego bransoletkę i rozpuszczone włosy. Miała na sobie czerwoną szminkę i tusz do rzęs. Bardzo jej to pasowało. Była piękna. Nawet bez tego wszystkiego. Podszedłem do niej i przytuliłem od tyłu.
- Wyglądasz seksownie - powiedziałem a ona się zarumieniła - a jeszcze bardziej gdy się rumienisz.
- Przestań - powiedziała gdy zacząłem delikatnie ssać jej skórę na szyi
- Co przestać? - zapytałem
- T... to - powiedziała
- Po co ? - powiedziałem
- Bo... tak chcę - powiedziała ale i tak się nie odsunęła.
- Na pewno? - zapytałem
- Tak - powiedziała
- Ja wiem, że chcesz - powiedziałem i spojrzałem na malinkę.  Była dość duża, Sam widząc gdzie się patrze spojrzała tam.
- Cholera - powiedziała a ja się zaśmiałem. Potem zaczęła się imprezka...

*Sam*

No pięknie i jak ja schowam tę malinkę? Co jak matka zauważy? No ale postanowiłam się na razie tym nie przejmować, poszłam do kuchni gdzie była reszta.
- Dobra dawajcie to - powiedział Niall i ktoś rzucił na stół woreczek... z kokainą?! Zrobiłam wielkie oczy.
- Sam, cykasz się? - zapytał Harry i zaśmiał się
- Nie - powiedziałam 
- Okey - powiedział i zrobił sobie kreskę i wciągnął, potem Louis, Perrie, Zayn...
Nagle była moja kolej.
- No dalej - zachęcił mnie Liam.
- Ja yy... - zaczęłam
- Wiedziałam, że się boisz - powiedział Harry
- Wcale się nie boję - powiedziałam i zrobiłam kreskę po czym wzięłam banknot i wciągam... Potem wszystko było zamglone pamiętam tylko alkohol i narkotyki...



~*~
Hej! I jak wam się podoba? Czekam na komentarze.
http://imposible-xx.blogspot.com <--- ZAPRASZAM
1. Jak myślicie co teraz będzie?
2. Czy Sam uzależni się od narkotyków?



środa, 19 marca 2014

Chapter eighteen

Nie bierzcie mnie za snobkę ale wjechaliśmy na tę "biedniejszą" stronę Londynu. Wjechaliśmy pod jeden z domów. Wyszłam próbując się otrząsnąć i opanować trzęsące się ręce. Louis wyszedł i otworzył drzwi mieszka;nia.
- Proszę - powiedział a ja weszłam. O razu poczułam swąd narkotyków, alkoholu i tytoniu. A do tego wszędzie był syf. Mały salon połączony z kuchnią obok drzwi wejściowych były drzwi. Pewnie do łazienki. Usiadłam na "czystym" fotelu. Louis usiadł na kanapie. 
- Muszę jechać coś załatwić. Ty możesz robić co chcesz. Ale radze ci nie wychodź... Tutaj nie jest bezpiecznie - powiedział. Potaknęłam nie ufając głosowi. Chłopak skierował się do wyjścia i usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza. A więc nie wyjdę. Telewizor był ale nie miałam ochoty na oglądanie. Z nudów zaczęłam sprzątać. Znalazłam środki czystości i zaczęłam. Najpierw pozbierałam wszystkie brudne ciuchy od niego i włożyłam do automatu. Potem wszystkie puszki po piwie i alkoholu wyrzuciłam do kosza. Umyłam okna i podłogę a nawet powycierałam kurze. To wszystko zajęło mi 2 godziny. Wzięłam czajnik i zrobiłam sobie herbatkę. Skierowałam się na górę i znalazłam pokój Lou. Miał czarno-granatowe ściany. Było kilka mebli, biurko i laptop. Do tego łóżko. Usiadłam na łóżku i piłam herbatkę. Wzięłam laptopa i sprawdziłam Twittera, Facebooka, YouTube i inne. Nawet się nie zorientowałam gdy spałam....

~Oczami Louisa~

- Masz? - zapytałem Tomasa
- Zawsze mam na czas - powiedział i wyciągnął paczuszkę. Zrobiliśmy szybką wymianę i poszliśmy w różne kierunki. Włożyłem paczuszkę z białym proszkiem do kieszeni i ruszyłem w kierunku domu Harrego. Miałem zamiar mu to podrzucić bo byłem mu winny przysługę. Wyszedłem z parku gdzie spotkałem się z Tomasem i wsiadłem do auta. Droga zajęła mi 15 minut.   
- Harreh! - zawołałem z auta i zatrąbiłem
- Louieh! - zawołał i się zaśmialiśmy - załatwione?
Wyciągnąłem paczuszkę z kokainą i pomachałem mu przed oczami.
- Jasne - powiedziałam. Uśmiechnął się i zabrał mi paczuszkę - Ja spadam
- To twojej laski? - zapytał
- Może - powiedziałem i się zaśmialiśmy - narka stary
- Narka - powiedział i ruszyłem. Do mojego domu miałem 10 minut. Ale jechałem jeszcze do sklepu bo zapasy żywności mi się kończyły. Po szybkich zakupach skierowałem się do auta. Odjechałem z piskiem opon i w 10 minut byłem w domu. Nie było mnie dwie godziny, mam nadzieję, że nic się nie stało...  
Wyszedłem z auta i skierowałem się szybkim krokiem do domu. Wszedłem i już na progu dostrzegłem. Czystość? Ona posprzątała ten syf? WOW! Nieźle... Ale gdzie jest ona? Wszedłem do kuchni ale jej tam nie było. Zapukałem w drzwi łazienki. Nic. Wszedłem nadal nikogo. Skierowałem się szybko na górę i wszedłem do pokoju. Zauważyłem Sam śpiącą na moim łóżku z laptopem na kolanach. Ściągnąłem go z jej kolan i przykryłem kołdrą. Wyglądała tak niewinnie gdy spała....


~*~
Przepraszam! Przepraszam, że nie było rozdziału przez dłuższy czas ale nie czułam się najlepiej ostatnio... A więc przepraszam za długość i jakość tego rozdziału :/ Postaram się aby następne były lepsze. A jak ten się podoba? Czekam na komentarze ;)

wtorek, 4 marca 2014

Chapter seventeen

Byłam na imprezie organizowanej przez Davida. David chodzi ze mną do klasy. Ma blond włosy i brązowe oczy. Byłam mile zaskoczona gdy podszedł do mnie i zaprosił. Atmosfera na imprezie jest super. Wszyscy żartują i śmieją się. Ja właśnie siedzę w kuchni. Nie musiałam się przejmować tym, że Louis przyjdzie bo z tego co wiem on i David za sobą nie przepadają. Zresztą pokłóciłam się z Louisem i nie miałam ochoty go widzieć!

~Retrospekcja~

- Louis nieźlee go urządziłeś - powiedział Zayn do Louisa. Niechętnie podsłuchiwałam ich.
- Zasłużył. Jay już będzie uważał i nie będzie taki głupi - powiedział
- A jak z nim skończyłeś to co zostawiłeś go tam? - zapytał Harry
- Harry ty tak zawsze robisz - powiedział i się zaśmiali
Nie wytrzymałam wyszłam zza ściany. Popatrzyłam na Louisa i zobaczyłam jak jego twarz zmienia się w ciągu kilku chwil.
- Louis - powiedziałam - jesteś okropny. Przeszłam obok niego ale on złapał mnie za nadgarstki. Jego oczy nie były już błyszczące i roześmiane ale ciemne, prawie że czarna. Był zły.
- Posłuchaj - wysyczał - zrobiłem to żeby cię chronić
- Nie jestem małą dziewczynką! - wrzasnęłam
- Tak? Przepraszam! Następnym razem zostawię cię z Sivą! - wywrzeszczał. Moje oczy się zamgliły. Nie! Nie płacz! Nie tutaj... 
- Wiesz co? Mam cię dość! - powiedziałam. Wyswobodziłam nadgarstki z uścisku i poszłam sobie.

~Koniec Retrospekcji~

To wszystko działo się zaledwie wczoraj. Ale nie miałam zamiaru go przepraszać. Piłam moją colę z lodem. Nagle ni stąd ni zowąd drzwi otwarły się z hukiem i uderzyły w ścianę. Popatrzyłam o co chodzi i zamarłam.
Do pomieszczenia wszedł Louis i reszta jego towarzyszy. Popatrzył na mnie a na jego twarz wypłynął obrzydzający uśmiech.
- Cześć! - powiedział Harry - rozkręcamy imprezę!
Zaczęli tańczyć i psuć wszystkim zabawę. Yhh... Muszą być wszędzie? Ruszyłam w kierunku drzwi.
- Gdzie się wybierasz? - zobaczyłam w drzwiach Louisa.
- A co cię to? - powiedziałam i chciałam przejść obok niego ale on pociągnął mnie za nadgarstki i przysunął do siebie. Poczułam zapach narkotyków i dymu papierosowego.
- Wiesz co? Istnieje coś takiego jak perfumy - powiedziałam
- Wiesz co? Mam to w dupie - powiedział i przerzucił mnie sobie przez ramię
- Puszczaj mnie! Co ty wyprawiasz! - zaczęłam krzyczeć i walić w jego plecy - Louis puszczaj mnie!
Niestety mimo starań nie wyrwałam mu się.
- Ogarnij się! - powiedział
- Gdzie mnie zabierasz? - zapytałam wściekła
- Jedziemy do mnie - powiedział - pomieszkasz u mnie i zobaczysz jak to jest
- Czy ja dobrze usłyszałam ? - zapytałam a on potaknął - czy ciebie pojebało?! Co z moim rodzicami?
- Możliwe. Daj telefon.- odparł. Podałam mu telefon a on coś szybko napisał - Pamiętaj jak coś jesteś u swojej koleżanki na noc. Ej! Zbieramy się!
Yhh jaki on jest! Nienawidzę go! Jak mógł wysłać wiadomość do moich rodziców?
Wtedy wszyscy wyszli. Louis posadził mnie na siedzeniu obok kierowcy. Jak to się skończy? Po co tu przyszłam?!

~*~
Heja! Jak wam się podoba ?  Nawet długi prawda? Czekam na opinie w komentarzach! :) 

Obserwatorzy