wtorek, 25 marca 2014

Chapter nineteen

- Zbieraj się, idziemy dziś na imprezę - powiedział Louis wchodzący do mojego pokoju - o i ubierz się ładnie Zamknął drzwi. Czułam się jak więzień. Nie mogłam wychodzić bo było tu niebezpiecznie. A właściwie to co znaczy ubierz się ładnie ? Przecież nawet jakbym chciała nie mam tutaj ubrań. Ehh... No nic umyłam twarz i zeszłam na dół.
- Gotowa? - zapytał Lou stojący do mnie tyłem
- Oczywiście - powiedziałam a on się odwrócił, po czym uprzytamniając sobie to,  ze nie mam w co się ubrać zrobił tzw. Facepalm'a.
- Wiem pojedziemy do Perrie i ona ci coś pożyczy. Okey? - zapytał
- A mam wyjście? - zapytałam
- Nie - powiedział - chodź idziemy.
Po chwili byliśmy ma miejscu.
- Kurwa Lou fajnie, że mnie uprzedziłeś - powiedziała Perrie
- Nie ma za co - powiedział - pożyczysz Sam jakieś ubrania i kosmetyki?
- Sam - krzykneła dziewczyna i przytuliła się do mnie- jak dobrze cię widzieć! Oczywiście! Chodź dam ci coś. A ty - wskazała na Louisa - jedź już spotkamy się na miejscu
- Ale ...- zaczął
- Żadnego ale! - powiedziała a on stał w miejscu - JUŻ!
Po tym krzyku szybko poszedł do auta "przestraszony" a ja się zaśmiałam.
- Chodź, ja już się o ciebie zatroszczę - powiedziała i uśmiechnęła się złowroga. Wciągnęła mnie do domu...

*Louis*

- Gdzie one są?! - zapytałem zły Zayna. Dziewczyny powinny tu być  pół godziny temu! Siedziałem i dopijałem mojego drinka gdy nagle zauważyłem ją. Stała przy drzwiach wejściowych.
Miała na sobie fioletową obcisłą sukienkę sięgającą do połowy ud, do tego czarne rajstopy we wzorki i czarne buty na koturnie. Do tego bransoletkę i rozpuszczone włosy. Miała na sobie czerwoną szminkę i tusz do rzęs. Bardzo jej to pasowało. Była piękna. Nawet bez tego wszystkiego. Podszedłem do niej i przytuliłem od tyłu.
- Wyglądasz seksownie - powiedziałem a ona się zarumieniła - a jeszcze bardziej gdy się rumienisz.
- Przestań - powiedziała gdy zacząłem delikatnie ssać jej skórę na szyi
- Co przestać? - zapytałem
- T... to - powiedziała
- Po co ? - powiedziałem
- Bo... tak chcę - powiedziała ale i tak się nie odsunęła.
- Na pewno? - zapytałem
- Tak - powiedziała
- Ja wiem, że chcesz - powiedziałem i spojrzałem na malinkę.  Była dość duża, Sam widząc gdzie się patrze spojrzała tam.
- Cholera - powiedziała a ja się zaśmiałem. Potem zaczęła się imprezka...

*Sam*

No pięknie i jak ja schowam tę malinkę? Co jak matka zauważy? No ale postanowiłam się na razie tym nie przejmować, poszłam do kuchni gdzie była reszta.
- Dobra dawajcie to - powiedział Niall i ktoś rzucił na stół woreczek... z kokainą?! Zrobiłam wielkie oczy.
- Sam, cykasz się? - zapytał Harry i zaśmiał się
- Nie - powiedziałam 
- Okey - powiedział i zrobił sobie kreskę i wciągnął, potem Louis, Perrie, Zayn...
Nagle była moja kolej.
- No dalej - zachęcił mnie Liam.
- Ja yy... - zaczęłam
- Wiedziałam, że się boisz - powiedział Harry
- Wcale się nie boję - powiedziałam i zrobiłam kreskę po czym wzięłam banknot i wciągam... Potem wszystko było zamglone pamiętam tylko alkohol i narkotyki...



~*~
Hej! I jak wam się podoba? Czekam na komentarze.
http://imposible-xx.blogspot.com <--- ZAPRASZAM
1. Jak myślicie co teraz będzie?
2. Czy Sam uzależni się od narkotyków?



środa, 19 marca 2014

Chapter eighteen

Nie bierzcie mnie za snobkę ale wjechaliśmy na tę "biedniejszą" stronę Londynu. Wjechaliśmy pod jeden z domów. Wyszłam próbując się otrząsnąć i opanować trzęsące się ręce. Louis wyszedł i otworzył drzwi mieszka;nia.
- Proszę - powiedział a ja weszłam. O razu poczułam swąd narkotyków, alkoholu i tytoniu. A do tego wszędzie był syf. Mały salon połączony z kuchnią obok drzwi wejściowych były drzwi. Pewnie do łazienki. Usiadłam na "czystym" fotelu. Louis usiadł na kanapie. 
- Muszę jechać coś załatwić. Ty możesz robić co chcesz. Ale radze ci nie wychodź... Tutaj nie jest bezpiecznie - powiedział. Potaknęłam nie ufając głosowi. Chłopak skierował się do wyjścia i usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza. A więc nie wyjdę. Telewizor był ale nie miałam ochoty na oglądanie. Z nudów zaczęłam sprzątać. Znalazłam środki czystości i zaczęłam. Najpierw pozbierałam wszystkie brudne ciuchy od niego i włożyłam do automatu. Potem wszystkie puszki po piwie i alkoholu wyrzuciłam do kosza. Umyłam okna i podłogę a nawet powycierałam kurze. To wszystko zajęło mi 2 godziny. Wzięłam czajnik i zrobiłam sobie herbatkę. Skierowałam się na górę i znalazłam pokój Lou. Miał czarno-granatowe ściany. Było kilka mebli, biurko i laptop. Do tego łóżko. Usiadłam na łóżku i piłam herbatkę. Wzięłam laptopa i sprawdziłam Twittera, Facebooka, YouTube i inne. Nawet się nie zorientowałam gdy spałam....

~Oczami Louisa~

- Masz? - zapytałem Tomasa
- Zawsze mam na czas - powiedział i wyciągnął paczuszkę. Zrobiliśmy szybką wymianę i poszliśmy w różne kierunki. Włożyłem paczuszkę z białym proszkiem do kieszeni i ruszyłem w kierunku domu Harrego. Miałem zamiar mu to podrzucić bo byłem mu winny przysługę. Wyszedłem z parku gdzie spotkałem się z Tomasem i wsiadłem do auta. Droga zajęła mi 15 minut.   
- Harreh! - zawołałem z auta i zatrąbiłem
- Louieh! - zawołał i się zaśmialiśmy - załatwione?
Wyciągnąłem paczuszkę z kokainą i pomachałem mu przed oczami.
- Jasne - powiedziałam. Uśmiechnął się i zabrał mi paczuszkę - Ja spadam
- To twojej laski? - zapytał
- Może - powiedziałem i się zaśmialiśmy - narka stary
- Narka - powiedział i ruszyłem. Do mojego domu miałem 10 minut. Ale jechałem jeszcze do sklepu bo zapasy żywności mi się kończyły. Po szybkich zakupach skierowałem się do auta. Odjechałem z piskiem opon i w 10 minut byłem w domu. Nie było mnie dwie godziny, mam nadzieję, że nic się nie stało...  
Wyszedłem z auta i skierowałem się szybkim krokiem do domu. Wszedłem i już na progu dostrzegłem. Czystość? Ona posprzątała ten syf? WOW! Nieźle... Ale gdzie jest ona? Wszedłem do kuchni ale jej tam nie było. Zapukałem w drzwi łazienki. Nic. Wszedłem nadal nikogo. Skierowałem się szybko na górę i wszedłem do pokoju. Zauważyłem Sam śpiącą na moim łóżku z laptopem na kolanach. Ściągnąłem go z jej kolan i przykryłem kołdrą. Wyglądała tak niewinnie gdy spała....


~*~
Przepraszam! Przepraszam, że nie było rozdziału przez dłuższy czas ale nie czułam się najlepiej ostatnio... A więc przepraszam za długość i jakość tego rozdziału :/ Postaram się aby następne były lepsze. A jak ten się podoba? Czekam na komentarze ;)

wtorek, 4 marca 2014

Chapter seventeen

Byłam na imprezie organizowanej przez Davida. David chodzi ze mną do klasy. Ma blond włosy i brązowe oczy. Byłam mile zaskoczona gdy podszedł do mnie i zaprosił. Atmosfera na imprezie jest super. Wszyscy żartują i śmieją się. Ja właśnie siedzę w kuchni. Nie musiałam się przejmować tym, że Louis przyjdzie bo z tego co wiem on i David za sobą nie przepadają. Zresztą pokłóciłam się z Louisem i nie miałam ochoty go widzieć!

~Retrospekcja~

- Louis nieźlee go urządziłeś - powiedział Zayn do Louisa. Niechętnie podsłuchiwałam ich.
- Zasłużył. Jay już będzie uważał i nie będzie taki głupi - powiedział
- A jak z nim skończyłeś to co zostawiłeś go tam? - zapytał Harry
- Harry ty tak zawsze robisz - powiedział i się zaśmiali
Nie wytrzymałam wyszłam zza ściany. Popatrzyłam na Louisa i zobaczyłam jak jego twarz zmienia się w ciągu kilku chwil.
- Louis - powiedziałam - jesteś okropny. Przeszłam obok niego ale on złapał mnie za nadgarstki. Jego oczy nie były już błyszczące i roześmiane ale ciemne, prawie że czarna. Był zły.
- Posłuchaj - wysyczał - zrobiłem to żeby cię chronić
- Nie jestem małą dziewczynką! - wrzasnęłam
- Tak? Przepraszam! Następnym razem zostawię cię z Sivą! - wywrzeszczał. Moje oczy się zamgliły. Nie! Nie płacz! Nie tutaj... 
- Wiesz co? Mam cię dość! - powiedziałam. Wyswobodziłam nadgarstki z uścisku i poszłam sobie.

~Koniec Retrospekcji~

To wszystko działo się zaledwie wczoraj. Ale nie miałam zamiaru go przepraszać. Piłam moją colę z lodem. Nagle ni stąd ni zowąd drzwi otwarły się z hukiem i uderzyły w ścianę. Popatrzyłam o co chodzi i zamarłam.
Do pomieszczenia wszedł Louis i reszta jego towarzyszy. Popatrzył na mnie a na jego twarz wypłynął obrzydzający uśmiech.
- Cześć! - powiedział Harry - rozkręcamy imprezę!
Zaczęli tańczyć i psuć wszystkim zabawę. Yhh... Muszą być wszędzie? Ruszyłam w kierunku drzwi.
- Gdzie się wybierasz? - zobaczyłam w drzwiach Louisa.
- A co cię to? - powiedziałam i chciałam przejść obok niego ale on pociągnął mnie za nadgarstki i przysunął do siebie. Poczułam zapach narkotyków i dymu papierosowego.
- Wiesz co? Istnieje coś takiego jak perfumy - powiedziałam
- Wiesz co? Mam to w dupie - powiedział i przerzucił mnie sobie przez ramię
- Puszczaj mnie! Co ty wyprawiasz! - zaczęłam krzyczeć i walić w jego plecy - Louis puszczaj mnie!
Niestety mimo starań nie wyrwałam mu się.
- Ogarnij się! - powiedział
- Gdzie mnie zabierasz? - zapytałam wściekła
- Jedziemy do mnie - powiedział - pomieszkasz u mnie i zobaczysz jak to jest
- Czy ja dobrze usłyszałam ? - zapytałam a on potaknął - czy ciebie pojebało?! Co z moim rodzicami?
- Możliwe. Daj telefon.- odparł. Podałam mu telefon a on coś szybko napisał - Pamiętaj jak coś jesteś u swojej koleżanki na noc. Ej! Zbieramy się!
Yhh jaki on jest! Nienawidzę go! Jak mógł wysłać wiadomość do moich rodziców?
Wtedy wszyscy wyszli. Louis posadził mnie na siedzeniu obok kierowcy. Jak to się skończy? Po co tu przyszłam?!

~*~
Heja! Jak wam się podoba ?  Nawet długi prawda? Czekam na opinie w komentarzach! :) 

sobota, 22 lutego 2014

Chapter sixteen

Szłam do domu balansując na krawężniku oraz słuchając piosenki. Dziś musiałam zostać dłużej na w-f i zaliczać wszystko czego nie miałam czyli bieg na kilometr, rzut oszczepem, skoki w dal i tak dalej.... No ale mniejsza z tym. Robiło się ciemno a ja chyba się zgubiłam. Przechodziłam obok jakiejś alejki gdy nagle jakaś postać przyparła mnie do ściany.
- A co robisz w Hampstead ? - zapytał nieznajomy
Po chwili zobaczyłam jego czarną kurtkę a pod nią białą koszulkę. Czarne jak noc oczy. Coś w nich mnie przerażało. Do tego postawione na żelu włosy.
- Ja.... ja się zgubiłam - powiedziałam. Nie znajomy zbliżał się do mnie nasze twarze dzieliły centy
metry - zostaw mnie stary zboku !
Powiedziałam to i zaczęłam się szarpać a on oberwał ode mnie w nos. Chwycił moje nadgarstki do jednej ręki i trzymał nad moją głową. Był wściekły. Drugą ręką zaczął błądzić po moim brzuchu.
- Ty niewdzięczna suko ! - powiedział - będziesz robić co ci każe !
Splunęłam mu w twarz. Nie wiem czemu to robię ale tylko go wkurzam.
- Sam? - zapytał mnie znajomy głos.
-Lo....Louis? - zapytałam przez łzy. Nie widziałam zbyt dobrze przez zaszklone oczy.
- Siva? - zapytał Louis wyraźnie zdezorientowany - Co ty do chuja robisz!?
Widać Louis i ten drugi się znali ale nie byli raczej przyjaciółmi.
- Louis jakbyś nie wiedział - powiedział Siva -  Ja i moja znajoma chcieliśmy tylko się zabawić
- Tak? A ona tego chciała? - zapytał sarkastycznie
- Czego się czepiasz? Nie możesz zabierać najlepszych lasek tylko dlatego, że chcesz - powiedział
- Sam chodź tu - powiedział Lou do mnie. Gdy przechodziłam obok Sivy on klepnął mnie w tyłek. Louis nie wytrzymał wymierzył w jego szczękę cios.
- Wiesz dobrze, że nie jesteś mile widziany w Hampstead - Powiedział
- Przysyła mnie Jay - powiedział a na twarzy Louisa pojawił się gniewny grymas. Splunął w kierunku chłopaka. Po jego reakcji wnioskuję, że bał się Louisa - Nie szukam zaczepek
- Powiedz Jay'owi, że mam go w dupie i że jak pojawi się tutaj to zwymiotuje własną krwią - powiedział a mi zrobiło się słabo. Czy Louis rzeczywiście mógłby zrobić coś takiego? - A teraz wypierdalaj!
Siva uciekł w jedną z bocznych uliczek. Po chwili zauważyłam, że całe drżę.
- Nic ci nie jest? - zapytał Louis i chciał mnie przytulić. Odsunęłam się od niego. To go zabolało. Cholernie zabolało. Widziałam to w jego oczach. Rozpłakałam się sama nie wiem już z czego. Czy ze strachu czy ze smutku w oczach Louisa.
- Za..zawieziesz m ... mnie dd....do domu ? - zapytałam przez płacz. Louis przytaknął.
- Mam auto zaraz obok chodź - poszliśmy kawałek ulicą i zobaczyłam jego samochód. Wsiedliśmy. W aucie panowała cisza. Atmosfera była tak ciężka, że mogłabym ją kroić nożem.
- Louis ? - zapytałam a on odwrócił głowę w moim kierunku - Kto to był ?
Louis chwycił się za głowę i westchnął.

  Siva Kaneswaran - powiedział - Widzisz tutaj są jakby takie dwa .. "gangi" No i to jest nasz teren wiesz Nialla, mój, Harrego, Liama i Zayna. Drugi gang składa się z Sivy , Jaya McGuinessa, Nathana Sykes,  Toma Parkera i Maxa George. Oni są bardziej chamscy i po prostu nigdy nie dotrzymują słowa. Nazywają się Poszukiwani - Louis prychnął - A z resztą nie są mile widziani w naszych okolicach a my w ich. A no i Jay jest tak jakby ich przywódcą.
- Dziękuje i pa - powiedziałam i wyszłam. W domu wzięłam prysznic aby zmyć z siebie wszystkie wspomnienia z dziś. Chciałam o tym zapomnieć. Chciałam ale nie mogłam. Ciągle miałam przed oczami twarz Sivy. Była pełna złości i podążania. Zanim wyszłam z prysznica już wiedziałam, że ta noc nie będzie najlepsza...

~*~
No i jak rozdział ? Przepraszam , że tak długo. Są jakieś fanki TW? Ja za nimi nie przepadam xD Jak rozdział ? Czekam na Komentarze. I jeszcze zostałam nominowana do LBA ale nie mam kogo nominować już ;c A więc nie będę dodawać postu z LBA ale dziękuje wszystkim, którzy mnie nominowali ;)

niedziela, 9 lutego 2014

Chapter fifteen

Za oknem padał deszcz, a ja musiałam iść do szkoły na piechotę. Ubrałam szybko szare Jeansy, biało-błękitną bluzkę z memem "Mom please" do tego zegarek i czarne converse.  Schowałam słuchawki do plecaka i ubrałam szarą czapkę.
 - Kochanie! - zawołała mama. "Kochanie" ? Ciekawe czego ona chce. Nigdy mnie tak nie nazywa. No chyba, że coś chce.
- Tak? - zawołałam. Zmusiłam się do miłego tonu.
- Zejdź na dół! - zeszłam do niej, chociaż z ociąganiem. Przykleiłam sztuczny uśmiech i weszłam do kuchni. Siedziała za stołem. Posłałam jej pytające spojrzenie.
-Chodzi o Louisa - zaczęła - Pamiętasz jak tu był? - zapytała a ja przytaknęłam - Gdy go zobaczyłam nie wiedziałam czy go wywalić czy powiedzieć mu co się z nim dzieje. Wiem, że byliście przyjaciółmi, ale wiem jak on cię skrzywdził gdy wyjechał. On się zmienił. Jest niebezpieczny. Nie jest tym Louisem, którego znałaś. Nie chcę żebyś się z nim spotykała.
Nie mogłam uwierzyć  to co powiedziała!
- Że co?! - powiedziałam zła - Co ty o nim wiesz! Mówisz jaki jest przez te tatuaże i piercing!  Oceniasz go z wyglądu? Przecież z nim rozmawiałaś!
Po prostu nie mogłam wytrzymać. Co z tego, że ja nie byłam przekonana do Louisa ? Ona nie ma prawa go osądzać.
- Owszem rozmawiałam. I czułam zapach papierosów. Nie chcę żebyś zaczęła palić i ćpać jak on - powiedziała
- A skąd wiesz że ćpa ! Nic o nim nie wiesz! - krzyknełam zła.
- A ty co o nim wiesz? - zapytała
- Na pewno wiem o nim więcej niż ty! - krzyknełam. Wyszłam z domu na maxa wściekła. Nie miałam zamiaru jej słuchać! Czy ona jest aż tak płytka ?! Jak mogła go tak osądzić? Jest podła! Byłam w połowie drogi gdy usłyszałam klakson. Odwróciłam się. Louis.
- Wsiadaj będziesz chora ! - powiedział a ja usiadłam obok niego
- Cześć - powiedziałam
- Hej - odparł uśmiechając się. Jego piercing z każdym ruchem twarzy się przemieszczał - Słuchaj a może byś zjadła dziś z nami lunch ?
- Jasne czemu by nie ? - powiedziałam - I tak nie mam przyjaciół
- Masz mnie - odparł
Lekcje mijały bardzo powoli. Strasznie się nudziłam. Jest matematyka. Nie wiem o czym ona do mnie mówi. Ten babsztyl nie powinien tu pracować. Po jakiś dziesięciu minutach wyciągłam telefon i zaczełam grać w Icy Tower.
- Skacz ty mały idioto - powiedziałam po cichu do siebie.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam pani panno Black - powiedziała nauczycielka za moimi plecami. Podskoczyłam na krześle - Poproszę telefon.
- Jak chce pani mój numer wystarczy poprosić - powiedziałam
- Och ależ ale pani hojna. Ale jednak chyba go wezmę - powiedziała i wyciągnęła rękę. Niechętnie oddałam jej mój telefon.
- A kiedy go odzyskam ? - zapytałam
- Na koniec lekcji - No extra!
To coś gadało całą lekcję o jakiś kosmosach a ja i tak nic nie rozumiałam. DZWONEK! Wreszcie. Wstałam z miejsca i podeszłam do biurka.
-Mogę odzyskać telefon? - zapytałam
- Proszę i następnym razem przemyśl swoje zachowanie - powiedziała. Wzięłam telefon i wyszłam. Lunch. Weszłam na stołówkę i skierowałam się do kolejki. Zaczęłam szukać wzrokiem Louisa. Zobaczyłam za drzwiami unoszący się dym papierosowy. Skierowałam się tam.
- Hej - powiedziałam do Lou, który stał ze swoim "gangiem"
- Cześć - powiedział - idziemy ?
Wszyscy się zgodzili i poszliśmy. Zauważyłam, że jest z nimi dziewczyna z włosami które były na górze blond a końcówki były różowe.

- Hej jestem Perrie -  powiedziała
- Sam - odparłam
- Więc jesteś dziewczyną Louisa ? - zapytała
- Nie, jesteśmy przyjaciółmi - powiedziałam - a ty chodzisz z ...
- Zaynem - dokończyła - jak się ich pozna to nie są tacy źli. Też tak myślałam o nich.
- Znam Louisa od dzieciństwa. - Zaczęłam - to takie dziwne jak się zmienił
- Tak ale wiesz Życie ludzi zmienia - powiedziała z uśmiechem.
Zjedliśmy lunch śmiejąc się i żartując.
- Ej ale nie w miejscu publicznym - powiedział Niall do Zayna i Perrie, którzy się całowali
- Rzygam tęczą - powiedział Harry
- Ogarnijcie sie - powiedział Zayn gdy odkleił się od Perrie. Widziałam jak wszyscy się na mnie patrzą ze strachem w oczach. Nie dziwię się im w końcu jestem w jednym stoliku z najgroźniejszymi osobami w szkole. Mimo, że byli najgroźniejsi to czułam się z nimi bezpieczna.

~*~
Musicie przyznać, że jak na mnie rozdział długi ^^ Nn za niedługo ;) Czekam na komentarze ^^

wtorek, 4 lutego 2014

Chapter Fourteen

Patrzyłem jak Sam podciąga koszulkę bo było jej ciepło. Gdy zobaczyła jak patrzę jej twarz zmieniła kolor na czerwony. Przy okazji wzięła mi piłkę i pobiegła do bramki. Gdy byłem tuż przy niej zaczęła podbijać piłkę żebym jej nie wziął. Zawsze była w tym dobra. Po chwili była cała brudna od błota.                                                            -Zbrudziłaś rączki - powiedziałem przesłodzonym głosem -Nie jestem tobą Tomlinson mogę się pobrudzić - powiedziała. Nagle skończyła podbijanie i strzeliła piękną bramkę - wygląda na to, że przegrałeś                            Uśmiechnęła się z wyższością .                                       -Dawałem ci fory - powiedziałem - mogłem w każdej chwili cię pokonać albo chociaż przytrzymać na odległość -Tommo nigdy nie byłeś ode mnie silniejszy - powiedziała - czasami mnie przygwoździłeś ale przy szczęściu bo zazwyczaj tłukliśmy się w nie skończoność. Mamy tyle samo siły - dodała. W tej samej chwili gdy skończyła ruszyłem w jej stronę. Miałem zamiar przygwoździć ją do ziemi. Przez chwilę udawałem, że nie mam siły a potem szybkim ruchem chwyciłem jej nadgarstki. Powaliłem ją na ziemi i siadłem na niej okrakiem. 
- Hej jak tam u ciebie ? - zapytałem z wyższością
- Spoko. Widzę, że przestałeś być babą i przypakowałeś - dodała z uśmiechem. Zaśmiałem się. - Co nie zmienia faktu, że w nogę grasz jak baba
Gdy poluzowałem uścisk przeturlała się i teraz ona trzymała ręce nad moją głową i siedziała na mnie.
- Tak jest znacznie lepiej - powiedziałem
- Ale co? - zapytała nie rozumiejąc
- Lepiej gdy to ty jesteś na górze - dodałem i zobaczyłem jak jej policzki stają się czerwone - wyglądasz jak mała dziewczynka gdy się rumienisz
Wstała ze mnie, a ja zaraz za nią. Ona była ode mnie niższa o głowę o.O
- Ile ty masz wzrostu ? - zapytałem
- Też się czepiasz ? - zapytała - 155 cm
- 155? WOW! Nieźle jak na twój wiek - dodałem
- Jejku jestem niska okey ? - zapytała
-Spokojnie.- Powiedziałem a po chwili namysłu dodałem - Przecież małe jest piękne.
Znów rumieńce.
-Ja... muszę iść - powiedziała i ruszyła. 
Czy ona nie widziała, że się staram? Że chce się dla niej zmienić? Ona jest piękna, miła i zabawna. A co najważniejsze nie jest jak każda , nie nosi tony makijażu. A bez niego jest piękna. Chyba ją kocham? Ale ona mnie nienawidzi. Mam nadzieję, że zmieni zdanie. Nie chce z nią być na jedną noc jak z każdą inną. Chce ją mieć dla siebie. Chce żeby była moja.

 ~*~
Hej! I jak rozdział ? Nie jest najlepszy ale jest krótki ale jest. Skoro krótki to nn za 2-3 dni ;) Czekam na komentarze i zapraszam do zakładki "Pytania do bohaterów".
Jak podoba się nowy wygląd bloga? 
MÓJ TT : https://twitter.com/sabcia00

piątek, 31 stycznia 2014

Obserwatorzy