poniedziałek, 9 grudnia 2013

Chapter Four

 Rozdział dedykuję Dianie Evans. Mam nadzieję że się spodoba i czekam na kolejny rozdział na twoim blogu :) Miłego czytania

Skierowałam się tam i ku mojemu zdziwieniu to nie była mama. Stała tam postać tyłem do mnie w kapturze odwróciła się.
- Tato ! Chcesz żebym dostała  zawału? - zapytałam
- Przepraszam ale było mi zimno i zacząłem robić kolację - powiedział przepraszającym tonem.
- Nigdy więcej - powiedziałam i poszłam do swojego pokoju. Odrobiłam zadanie nauczyłam się na biologie i chemie. Boże jak ja nienawidzę chemii!!! No ale nic -.- Postanowiłam wziąć się za ochlapanie farbami ścian.
Nieźle mi szło. Będzie ślicznie. Zajęło mi to jakieś 2 godziny? No ale nic skończyłam. Na szczęście nie byłam bardzo brudna tylko trochę ręce . Umyłam je szybko i postanowiłam pograć na gitarze. Zagrałam z 5 utworów? Mniejsza z tym zaczęły mnie strasznie boleć palce. Między innymi zagrałam "My heart will go on" i "Hallelujah". Lubię te piosenki. Mimo wszystko czułam się strasznie zmęczona. Odłożyłam gitarę i wróciłam do pokoju. Moja gitara jest cała brązowa. Ciemno brązowa. Spakowałam szybko wszystkie potrzebne mi rzeczy na jutro. Mam nadzieję że teraz będzie lepiej chociaż trochę. Może kogoś poznam .? Za kumpluje się? Niewiem zawsze byłam bardziej odludkiem. Znaczy nie zawsze. Raczej byłam znana jako przyjaciółka Louisa tego fajnego chłopaka. Tsaaa.... Tylko ja widziałam jego łzy jego prawdziwy uśmiech. Dobra idę spać. Skoczyłam na łóżko i szybko zakryłam się kołdrą.  Moja szkoła jest tak genialna że codziennie mam na 8:00. Ale mam jeden plus.... W czwartek nie mam matematyki! Radujmy się! Po chwili już spałam.

Szłam ciemnym lasem. Po środku migotało słabe światełko. Nie wiedząc czemu zaczęłam biec w jego stronę. Ale nie mogłam tam dobiec. Wręcz przeciwnie z każdym krokiem pogrążałam się coraz bardziej w ciemności. W końcu ciemność dopadła mnie do końca. Nie było drogi ucieczki. Zaczęłam słyszeć jakieś niezrozumiałe szepty.... Wychwyciłam słowo "przeszłość" potem"zmiany". Reszta to nie zrozumiały szept. Ciemność wokół mnie zaczęła być nie do wytrzymania. "Sam!" Słyszałam moje imię "Sam!!"


-Sam! Wstawaj! - usłyszałam głos mamy który wybudził mnie ze snu. A więc to sen.... Ufff....
Wygrzebałam
się z łóżka i szybko wybrałam ciuchy. Postawiłam na Dżinsy do tego niebieska koszula w kratkę i czarne converse . Postanowiłam się nie malować za dużo więc przeciągnęłam tylko lekko rzęsy tuszem. Postanowiłam że dziś pojadę z mamą bo pada deszcz a ja nie mam zamiaru być mokra. A nie uśmiecha mi się chodzenie w deszczu z parasolem 30 min....Tak więc zeszłam na dół. 7:30 Niepowiem że źle
-Mamo? Zawieziesz mnie? -zapytałam
-Tak jasne kiedy jedziemy ?- zapytała
-Niewiem za 5 minut!-powiedziałam. Drogę do szkoły przesiedzieliśmy w milczeniu. Pod szkołom pożegnałam się z mamą i ruszyłam na dodatkowy język czyli Hiszpański. Usiadłam na końcu sali. Po 2 minutach lekcji do klasy weszła postać z masą tatuaży i piercingiem. Nie wieże.....
 ~*~
Hej! A więc tak 4 rozdział mam nadzieję, że się podoba :)  Następny rozdział wkrótce. Mam prośbę. Jeżeli piszecie kom. z anonima to się podpiszcie:) Dziękuje :)

3 komentarze:

  1. Aww*.* hmm kto to może być? Zayn? Lou? Dawaj nnxD

    OdpowiedzUsuń
  2. Super *.* Strzelam, że Louis przyszedł. Bardzo mi się podoba i czekam na nexta ;)+ zabiję cię, że tak krótko xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie :) Czekam do piątku sis :) Następny postaram się napisać dłuższy ^^

      Usuń

Obserwatorzy