- Kochanie? - usłyszałam głos mamy po drugiej stronie drzwi - otworzysz mi?
- Tobie czy twojej nowej przyjaciółce? - prychnęłam
- Ja się o ciebie troszczę - powiedziała łagodnie
- Myślisz, że wariuję? - zapytałam - I wzywasz psychiatrę?
- Skarbie... - zaczęła
- Skończ. Jeżeli według ciebie wariuję to się do mnie nie odzywaj! - wykrzyknęłam a mama zaczęła coś mówić ale ja już stałam na balkonie i ubierałam buty które tam trzymałam. Zeszłam po rynnie i znalazłam się na dole. Szybko pobiegłam w którąś stronę i po chwili z zaskoczeniem stwierdziłam, że kieruję się do Louisa. W sumie to jedyne miejsce gdzie mogę iść....
*Louis*
Siedziałem na kanapie i oglądałem jakiś dupiasty program gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Znowu Harry - Pomyślałem z ironią. Otworzyłem drzwi i moje oczy powiększyły się z zaskoczenia.
- Wejdź - powiedziałem do dziewczyny stojącej w progu. Chyba prędzej spodziewałbym się prezydenta niż Sam stojącej w moim progu z rozmazanym tuszem do rzęs. Na pewno płakała - co się stało?
Nie odpowiedziała. Zamiast tego usiadła na sofie i wpatrywała się w telewizor ale jej wzrok był utkwiony gdzie indziej. Gdzieś w myślach.
- Psychiatra - powiedziała i zaśmiała się bez cienia wesołości - Jak ona mogła to zrobić? Wezwała psychiatrę własna matka!
- Sam spokojnie...-zacząłem ją uspokajać
- Nie! Nie spokojnie Louis! Ona wezwała do mnie psychiatrę bo zaczęłam jej pyskować! Rozumiesz?! - jej wzrok stał się zamglony a po chwili po jej policzku spłynęła łza.
- Cii - przytuliłem ją do siebie - będzie dobrze
- Wiesz co? Nigdy nie spodziewałam się, że jeszcze kiedyś będziesz mnie przytulał - Ja miałem nadzieję - pomyślałem gdy staliśmy przytuleni do siebie.
***
Hejo! I jak? Podoba się? Mam nadzieję że tak! Czekam na komentarze!



