poniedziałek, 20 stycznia 2014

Chapter twelve

Kolejny dzień. Kolejny sztuczny uśmiech. Kolejne przedstawienie. Moi rodzice po prostu mogli wybrać inny dzień żeby zostać w domu. Dziś rano nie mogłam wytrzymać. Wzięłam szkolny cyrkiel. Zrobiłam kilka kresek na nadgarstku. Nie były szczególnie głębokie. Nawet nie poleciała krew. W sumie to dobrze. Gdybym poszła na dół i wzięła bandaż to rodzice by chcieli wiedzieć o co chodzi. Leżałam w swoim łóżku. Pewnie gdybym miała więcej odwagi skoczyłabym z okna. Czuje się jakby ktoś mnie przeżuł i wypluł. Tak właśnie czuje się ktoś kto traci przyjaciela. I to drugi raz. Postanowiłam się ogarnąć żeby nie było pytań czy coś się stało. Weszłam do łazienki i zerknęłam do lustra. Wyglądałam jeszcze gorzej niż sądziłam. Miałam czerwone i spuchnięte oczy. Do tego spłynął tusz do rzęs. Włosy miałam poszarpana i miałam pełno kołtunów. Moja bluzka była wypuczona . Przemyłam twarz zimną wodą i zaczęłam walkę z włosami. Po wielu zmaganiach wygrałam. Nadal nie było ślicznie no ale lepiej. Postanowiłam jeszcze na delikatny makijaż. Eyeliner, tusz do rzęs i błyszczyk. Nałożyłam bluzkę z długim rękawem aby rodzice nie widzieli ran. Zresztą śmiem wątpić, że w ogóle wyjdę z pokoju a co dopiero z domu. Weszłam do pokoju. On tam był siedział na łóżku i oglądał nasze zdjęcia.
- Co tu robisz ? - zapytałam chłodno
- Chciałem przeprosić i coś ci dać - powiedział. Wyciągnął z zza pleców bukiet czerwonych róż. Były piękne. Przyjrzałam się dokładnie i zobaczyłam w samym środku dwie róże inne od innych. Jedna była niebieska a druga biała. Między nimi było zdjęcie. Nasze zdjęcie. Mieliśmy max 4 latka.
- Louis ....Ja nie wiem co powiedzieć.....- zaczełam
- To nic nie mów - powiedział i podszedł do mnie. Nasze twarze dzieliły centymetry.....
- Sam! Obiad! - zawołała mama w sumie to dobrze.
- Może zjesz z nami? - zapytałam.
- A to nie będzie dziwne jak wyjdę z twojego pokoju ? - powiedział. Racja.
- Weszłaś przez okno. Więc wyjdź przez nie i wejdź drzwiami frontowymi - powiedziałam.
- Okey - powiedział i wyszedł.
Zeszłam na dół i weszłam do kuchni. Po chwili usłyszałam *DING* *DONG *
-Ja otworze - powiedziała mama i ruszyła do drzwi.
-Dzień dobry - powiedział Louis
- Witam. A kim pan jest ? - zapytała mama nie poznając Louisa. Z resztą nie dziwię się jej.
- Nie poznajesz mnie ciociu ? To ja Louis - powiedział
- Louis - powiedziała moja matka i go przytuliła - co ty tu robisz ? Powiedź jak tam u ciebie ? - moja mama zadawała jedno pytanie za drugim.
- Po rozwodzie rodziców matka dostała tu ofertę pracy i mieszkanie. Dobrze nam się miewa - powiedział Louis. Nadal nie ufałam mu w stu procentach i nadal się go trochę bałam. Może i go już tak bardzo nie nienawidzę. Ale nadal jesteśmy od siebie daleko. Zachowywałam pozory ucieszonej. Rodzice i Louis ciągle rozmawiali. Atmosfera była dobra. Znaczy według rodziców....
Po obiedzie mama powiedziała, żebyśmy się przeszli. Zgodziłam się choć nie chętnie. Padał deszcz wziełam parasol i wyszliśmy.
- Dlaczego płakałaś ? - zapytał Louis gdy już wyszliśmy - i dlaczego się samo okaleczasz ? 
Patrzałam na niego zdziwiona. Pewnie widział wszystko.
- Płakałam przez ciebie. Także dla tego się samookaleczam - powiedziałam z wyrzutem. Moje oczy się zaszkliły. Ale nie nie pozwolę by Lou je zobaczył.
- Aha.... - powiedział zmieszany - może ja pójdę. 
Odszedł.stałam tam przez kilka chwil. Ruszyłam w stronę domu pozwalając łzą spływać po policzkach.

~*~
Przepraszam , przepraszam i przepraszam! Wiem rozdziału dawno nie było.Ale teraz mam ferie i rozdziały będą częściej. Mam nadzieję, że się podoba i czekam na komentarze ;)
 Jeszcze raz zapraszam do zakładki "Pytania do bohaterów ;) "

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Chapter eleven

Dziś weekend. Szczerze ? Nie widziałam Louisa od środy. Dlaczego? Nie było go w szkole. A i tak nie znam jego adresu. W sumie nawet nie jestem pewna czy poszłabym do niego gdybym wiedziała gdzie mieszka. Czy mu wybaczyłam ? Raczej tak. Ale nadal nie jestem wszystkiego pewna. Nie miałam zamiaru ruszać się z domu więc postanowiłam zostać w piżamie. Była 11:00. Zawsze śpię długo w weekendy. Zwlekłam się z łóżka co było nie lada wyzwaniem i poszłam na dół. Rodziców nie ma. Są w pracy. Z resztą jak zwykle. Zrobiłam sobie herbatę i poszłam do salonu. Zrezygnowałam ze śniadania. Poszłam na górę po poduszki i kołdrę. Usadowiłam się w salonie. Wzięłam herbatę i usiadłam na łóżku w pozycji pół leżącej. Włączyłam telewizję. Znów kanał informacyjny. Kobieta w telewizji zaczęła mówić.

  " W Londynie pod jednym z klubów doszło do bójki. Znaleziono rannego mężczyznę. Powiedział, że on i jeden chłopak się pobili. A chłopak uciekł. Nie doszło do poważnych ran czy uszkodzeń. Oto jego autoportret " 

W telewizji pojawił się autoportret. Chwila.... czy to Louis ?!  Tak. To na pewno on. Teraz żyje przekonaniem, że nie muszę mu wybaczać. W tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Podeszłam i zerknęłam w wizjer. To był on.
-Czego chcesz? - zapytałam lekko zdenerwowana.
- Widziałaś. Prawda? - zapytał z smutkiem w głosie.
- Tak - powiedziałam.
-Daj mi wytłumaczyć. Proszę - ostatnie słowo dodał ciszej.
- Dlaczego ? -  zapytałam. Dobrze wiedział o co mi chodzi.
-Przepraszam. Ja ..... ja nie wiem, byłem pijany - odpowiedział.
- To cię nie usprawiedliwia - odparłam.
- Mogę wejść - zapytał. Czy się bałam ? Tak. Ale teraz mam wszystko gdzieś. Otworzyłam drzwi. Zobaczyłam go. Od kilku dni go nie widziałam a teraz jest. Chciał mnie przytulić. Machinalnie cofnęłam się o krok. Louis jakby na chwilę posmutniał, ale szybko przybrał normalny wyraz twarzy.
- Przepraszam.- powtórzył.
- Dlaczego przepraszasz mnie ? - zapytał am. Widziałam niezrozumienie na jego twarzy. Powinieneś przeprosić tego człowieka.
Zrozumiał. Może wreszcie przejrzy na oczy?
- Ja... - urwał Louis.
- Co ty? Co ? Hmm? - zapytałam
- Wiesz jaką ja mam kartotekę ? Po tylu wykroczeniach mogą mnie wysadzić na 1-3 lat - powiedział.
- Zmieniłeś się - powiedziałam.
- Życie ludzi zmienia- powiedział i odszedł zrezygnowany. Szczerze? Chciałam za nim po biec. Dlaczego tego nie zrobiłam? Nie wiem. Coś mi nie pozwalało. Nie wiem co. Ale żałuje, że wtedy tego posłuchałam.

~*~
Hej! A więc przybywam z rozdziałem! Mam nadzieję, że się podoba ;) Krótki i pisany na tablecie ale jest ;DO Mam nadzieję, że się podoba.

środa, 8 stycznia 2014

The Versetil Blogger Awards

Zasady nominacji:

- Musisz podziękować blogowi, który Cię nominował
- Następnie poinformować czytelników bloga. informuję was kochani czytelnicy, że dostałam
 nominację do The Versetile Blogger Awards
- Później ujawnić o sobie 7 faktów o sobie.
- Potem wypisać 11 blogów, które czytasz i twoim zdaniem zasługują na nominacje i poinformować ich o tym.

Jak widać zostałam nominowana do "The Versetil Blogger Awards". Nie wiem co mam powiedzieć bo jestem mile zaskoczona :)
Dziękuję autorce bloga: http://jednokierunkowi111.blogspot.com/2014/01/nominacjathe-versetil-blogger-awards.html za nominację :)

7 faktów o mnie:
1. Mam w tym roku 14 lat ;)
2. Wierze w przyjaźń damsko-męską
3. Kocham całą serię książek " Zwiadowcy "
4. Nigdy nie byłam na wakacjach za granicą
5. Jestem zwariowana.
6. Mój ulub. sport ti piłka nożna ♥
7. Nie cierpię Chemii i matmy :D

Blogi, które nominuję :
1. http://zycie-nie-zawsze-jest-jak-z-bajki.blogspot.com
2. http://carrot-world-with-king-of-carrots.blogspot.com
3. http://lightordarknessangel.blogspot.com
4. http://nazawszenietrwawiecznie.blogspot.com
5. http://ludzizmienia.blogspot.com/2013/09/rozdzia-24-3.html?showComment=1378667389336#c6171370375289919170
6. http://hunger-fanfiction.blogspot.com
7. http://i-and-my-amazing-brother.blogspot.com
8. http://27tattoos-fanfiction.blogspot.com/2013/06/bohaterowie.html
9. http://life-with-1d.blogspot.com

Sorki że 9 ale nwm jakie by dać ;)

piątek, 3 stycznia 2014

Chapter ten

Obudziłam się w środku nocy. A raczej wczesnym rankiem. Spojrzałam na zegarek. 5:00 . Wiedziałam, że już nie zasnę. Wstałam i po cichu zeszłam na dół. Zaparzyłam sobie herbatę, nie byłam głodna więc nic nie zamierzałam jeść. Zalałam woreczek wrzątkiem i poszłam na górę. Nie chce mi się zupełnie iść do szkoły. Gdy tylko pomyśle o Louisie i jego bandzie robi mi się niedobrze. Morze po symuluje?  Nie to się nie uda. Będzie tylko masa pytań czemu nie chce iść do szkoły. I co miałabym jej odpowiedzieć? Mamo pamiętasz Louisa? No on ze swoimi kumplami zmienia moje życie w piekło. No ale nie przejmuj się zresztą tak jak zwykle.... Postanowiłam wziąć prysznic i zmyć z siebie wspomnienia wczorajszego dnia. Po prysznicu wyszłam i wyciągnęłam z szafki ubrania. Wzięłam jeansy. Do tego białą czapkę, trampki i plecaczek. Ubrałam jeszcze bluzkę. Jako dodatek zegarek, bransoletkę i kolczyki. Miałam dużo czasu więc pomalowałam także paznokcie. Gdy już się ubrałam była 6 :45. Zdecydowanie za wcześnie na wyjście z domu. Sprawdziłam jeszcze raz czy nie mam zadania i się spakowałam. Weszłam na Facebooka. Nie było żadnych powiadomień. Postanowiłam otworzyć balkon bo było trochę ciepło. Już miałam odejść od balkonu gdy zobaczyłam karteczkę. Wzięłam ją i zaczęłam czytać nie wierząc własnym oczom .

"Następnym razem uważaj trochę w szatni + ładne ciało :) "

Na dole były podpisy chłopaków. Odwróciłam kartkę i zobaczyłam swoje zdjęcie. Zdjęcie gdy przebierałam się w szatni. Weszłam znów na fb i sprawdziłam konta chłopaków.  Na szczęście żaden z nich nie dodał zdjęcia. Oby nie pokazali go nikomu innemu. Była 7:20 Postanowiłam już wyjść do szkoły. 
- Wychodzę - powiedziałam tylko chociaż i tak nikt na to nie zwrócił najmniejszej uwagi. Włączyłam muzykę i ruszyłam. Szłam powoli bo miałam dużo czasu. Cały czas myślałam o tym co będzie w szkole. Byłam gotowa na wszystko. Po niecałych 30 minutach byłam pod budynkiem szkoły. Ruszyłam w kierunku sali geograficznej. Siedziałam tutaj 2 ławki dalej od chłopaków. Powinien być spokój. Z nudów wzięłam szkolną gazetkę. Gdy ją podnosiłam wyleciała z niej jakaś karteczka. A na tej karteczce było moje zdjęcie. To samo które dali mi chłopcy rano na balkonie. Z przerażeniem spojrzałam po uczniach. Na szczęście nikt nie czyta szkolnej gazetki. Tylko niektórzy. Oby mało kto widział to zdjęcie. Zauważyłam chłopaków idącym w moim kierunku. Nie zastanawiając się długo ruszyłam w ich kierunku. 
- Czy wy jesteście nie normalni? - zapytałam a oni przystanęli przede mną 
- O co ci chodzi? - zapytał Louis podchodząc do mnie
- Nie zbliżaj się! I dobrze wiesz, że chodzi mi o to zdjęcie! - powiedziałam
- Sam ja ci mówiłem - powiedział
- Ja tobie też - powiedziałam - kiedyś byliśmy tak blisko a teraz? Co się z tobą stało? 
- Ty myślisz, że tobie było ciężko? Nie. Ja też przeżywałem to, że cie nie ma - powiedział - pogadajmy gdzieś gdzie nikt nie usłyszy 
- Okey chodź - powiedziałam i wyszliśmy przed szkołę.
- Posłuchaj. Mój ojciec zaczął wracać pijany do domu. Bił matkę. Pewnego wieczoru uderzył też mnie. Moja mama mogła wytrzymać te katusze. Ale gdy zobaczyła, jak ojciec mnie uderza miara się przebrała. Gdy ojciec wyszedł znów pić, matka nas spakowała. Wzięła wszystkie pieniądze i wylecieliśmy do Londynu. Nie miałem wyjścia. Nie chciałem ale się bałem. Rozumiem jeżeli nadal nie chcesz mnie znać - powiedział. Szczęka mi opadła. Nie spodziewałam się takiego wyznania.
 - Louis ja.... ja przepraszam - powiedziałam w końcu - ja nie miałam pojęcia
- Nic się nie stało - powiedział - a teraz muszę iść zaraz mamy lekcje
Gdy to powiedział poszedł do sali. Nie wierze. Po prostu jak jego ojciec mógł? Oczywiście szukał ich. Zaraz gdy się zorientował wyjechał.  Znaczy najprawdopodobniej . Ja także ruszyłam w kierunku szkoły. Słowa Louis cały czas miałam w głowie nawet gdy byłam już w domu i zapadałam w sen.

~*~
Hej! No więc mam nadzieję, że was zaskoczyłam tym rozdziałem :D Zapraszam was do zakładki : Pytania do bohaterów. Czekam na szczere opinie w komentarzach :)
                                                                      

czwartek, 26 grudnia 2013

Chapter nine

Środa. Ten dzień jest w miarę okey. Dwa w-f''y, niestety Geografia. Nie wiem na co w życiu przyda mi się siatka kartograficzna. No ale nie wnikam. Niemiecki. Nie cierpię niemieckiego..... Ta babka się chyba na mnie uwzięła :/ . Po za tym po co mi niemiecki skoro i tak ludzie na całym świecie uczą się angielskiego? Spakowałam resztę rzeczy i wyciągnęłam pierwsze lepsze ciuchy z szafy. Była to biała, luźna bluzka z sercem, które jest ułożone ze słów. Do tego przetarte jeansy i czapka "skarpetka". Zgarnęłam też bransoletkę i kolczyki ale po przemyśleniu odłożyłam kolczyki. Ubrałam się. Postanowiłam się dziś nie malować. Nie miałam na to siły. Wyciągnęłam jeszcze tylko jedną z moich ulubionych desek. Była niebiesko - fioletowa z napisem "Doncaster". Kupiłam tę deskę jeszcze z Louisem. On miał podobną tylko szarą. Szczerze mówiąc to nie wiem czy jeszcze pamięta jak się jeździ. Kiedyś był w to dobry. A nawet lepiej. No ale nie wnikam. Było dość wcześnie więc zrobiłam sobie płatki z mlekiem i nalałam sobie soku. Z czystych nudów włączyłam telewizję. Pewnie tata wczoraj wieczorem oglądał, bo były załączona informacja.  Już miałam przełączyć gdy usłyszałam głos redaktorki.
- Ściany szkoły zostały naznaczone Grafiti. Jest ono piękne ale nikt nie wyraził na nie zgody. Nie wiadomo kto zniszczył mury ściany. Nie wiadomo też jaki miał motyw ale obraz przedstawia urwisko. Policja nie znalazła żadnych wskazówek. Anonimowy artysta nic po sobie nie zostawił. A teraz pogoda.......
Wyłączyłam telewizje i wstałam. Zaczęłam gorączkowo krążyć po pokoju. Nie, nie, nie. Urwisko. To urwisko przypominało jedno z miejsc naszych spotkań. To pewnie Louis! Nie wydam go na policję mimo wszystkiego co zrobił. Okey będę udawać, że nic nie wiem. Tak, tak będzie pewnie najlepiej. W głowie miałam natłok myśli. Włożyłam conversy i wyszłam. Cały czas po mojej głowie chodziła jedna myśl.  Po co on to zrobił? Oczywiście z wyjątkiem tej miałam jeszcze wiele ale ta nie dawała mi najbardziej spokoju. Gdy dochodziłam do szkoły z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos.
- Podoba się? - zapytał Louis przechodząc obok mnie. Po prostu tak przechodząc obok mnie rzucił te kilka słów. Co za dupek. Pierwsza lekcja. W-f. No to coś da mnie. Może coś wymyślę. Skierowałam się w stronę szatni na w-f. Po drodze spotkałam Zayna, który uderzył mnie ramieniem a ja upadłam. Spadła moja deska i z plecaka wypadło kilka książek oraz piórnik.
- Ojej przepraszam - powiedział i zaczął kierować się w inną stronę. Oczywiści mi nie pomagając.
- Dupek - powiedziałam a on widocznie usłyszał i się do mnie odwrócił. Zebrałam rzeczy i wstałam ale on do mn podbiegł i złapał moje nadgarstki z tyłu.
- Ała - powiedziałam.
- Na twoim miejscu uważał bym na to co mówisz - szepnął mi na ucho i powoli puścił moje nadgarstki. Nic już nie mówiłam tylko skierowałam się do szatni. Szybko się przebrałam i wyszłam. Na korytarzu stał Niall i trzymał coś w ręku.
- Wiesz co następnym razem dobrze zobacz czy nikt cię nie podgląda - powiedział i wtedy pokazał mi dokładnie ten przedmiot. To był..... APARAT!
- Horan nie mów, że mnie podglądałeś i robiłeś zdjęcia - powiedziałam
- Oj nie martw się mamy zdjęcia każdej nowej - powiedział i uśmiechnął się ironicznie na co ja wymierzyłam mu cios pięścią. Niestety chłopak złapał moją rękę i przytrzymał. Złapał tak obie ręce i teraz je trzymał.
- Wiesz co masz seksowną bieliznę - powiedział cicho a ja poczułam jak moje policzki się rumienią. Na to Niall zaczął się śmiać - wyglądasz tak niewinnie z tymi rumieńcami - powiedział i mnie puścił po czym odszedł. Nie mogłam uwierzyć! Czy teraz tak będzie wszystko wyglądać? Jakoś przeżyje. Tylko te zdjęcia. Czy Niall ma je naprawdę? Może ściemniał? Nie wiem. Mając kolejny natłok myśli skierowałam się w kierunku hali.

~*~

Hej! No a więc 9. Macie to tak na pierwszy i drugi dzień świąt ! Mały prezencik :D Mam nadzieję że się podoba i czekam na wasze opinie w komentarzach. Pamiętaj tw. komentarz jest da mn motywacją ! 




wtorek, 24 grudnia 2013

Chapter eight

Ruszyłam do sali.Wszyscy już w niej byli z wyjątkiem mnie, bo Harry wszedł chwilę przede mną. No pięknie! Bo prostu genialnie! 
Jedyne wolne miejsce jest obok Nialla .... Już to widzę.... Przecież na przerwie mu przywaliłam i za sobą nie przepadamy... Skierowałam się w stronę ławki.
- O widzę że wróciłaś - powiedział Horan z nutką satysfakcji w głosie i z dziwnym wzrokiem gdy byłam już blisko. Uśmiechnęłam się ironicznie i wywróciłam oczami.
- Gdyby nie było nauczyciela to byś rzygał własną krwią. A poza tym kto by do ciebie wracał?  - powiedziałam nadal mając na ustach uśmiech.
- Och wszyskie wracają.... a poza tym spokojnie kotku złość piękności szkodzi-zaczął
- Nie mów tak do mnie i mnie tak nie nazywaj..... Kotku!- powiedziałam
- Okey spokojnie - powiedział. Otworzyłam książkę na właściwej stronie i zaczęłam czytać według polecenia nauczyciela, który obwieścił wszem i wobec, że wychodzi na 15 minut. Po skończeniu czytania mieliśmy zrobić 3 zadania.... Super! Zrobiłam tylko 2 i trochę 3. Więcej nie umiałam. Za to Niall zrobił 1 i też połowę 3 ale tę drugą.
- Horan mam propozycje - powiedziałam
- Słucham kochanie - powiedział a ja spiorunowałam go wzrokiem - nie powiedziałem kotku ani mała....
- Okey... Więc ja ci dam drugie i pierwszą część 3 a ty mi 1 i drugą część 3. Okey? - zapytałam
-  I nic więcej kochanie? - zapytał
- Nie dziś skarbie - powiedziałam sarkastycznie
- No niech ci będzie... - powiedział. Podałam mu zadania a on mi i do końca lekcji siedzieliśmy nie gadając. Nauczyciel zamiast wrócić po 15 minutach wrócił po 45 czyli przeminęła lekcja....
- Dobrze jutro sprawdzę zadania, kto dziś nie zdążył zrobi na jutro. To będzie wasze zadanie domowe a do tego proszę przeczytać rozdział 13 - powiedział nauczyciel na koniec. To świetnie! Po to brałam zadanie od Horana? Genialnie! No ale nic. Zebrałam książki i ruszyłam w stronę klasy.Po drodze zobaczyłam Louisa. Uśmiechnął się. Ale ni normalnie tylko tak jakby życzył mi czegoś złego. Zobaczyłam, że zaczął kierować się w moją stronę. Miał na sobie czapkę "skarpetkę" szarą koszulkę i jeansowe spodnie.  Podszedł do mnie i spojrzał prosto w oczy. Nie dostrzegłam w nich niczego. Żadnych emocji. Po prostu pustkę. Tak jakby nie czuł. Kiedyś z jego oczu byłam w stanie wyczytać wszystko....
- Mówiłem, że będą traktować  cię jak każdego - powiedział i poszedł. To było lekko wredne i mnie dotknęło. Ale postanowiłam grać twarda i nie dawać nic po sobie poznać. Na początku nie rozumiałam o co mu chodzi ale potem zaczęłam sobie wszystko układać. Wredny Niall,którego wale drzwiami. Harry mający do mnie wąty o to że zbiłam Nialla. A więc o to mu chodziło....Po prostu chłopaki będą dla mnie wredni tak jak dla każdego... Tylko, że nie było tak źle... Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że oni byli mili ze względu na to, że ja i Louis się przyjaźniliśmy i że teraz nie będzie tak łatwo ich spławić, że teraz będą gorsi i że mogę spodziewać się wszystkiego.....

~*~
Hej! A więc jest 8 rozdział :) Mam nadzieję, że się podoba :) To taki prezent ode mnie :) Co dostaliście pod choinkę? Pochwalcie się  w komentarzach i czekam na opinie :)

Wesołych Świąt!

Jakie życzenia... siostrzyczko, życzenia ci składam: By chłopcy śpiewali tylko dla Ciebie, Byś z każdą piosenką się czuła jak w niebie, Byś żoną jednego z nich została, Byś ciągle, na zawsze, wciąż ich kochała, Byś się na nich zaczaiła A ponadto moja miła: Tak jak Lou bądź niepoważna, Bo powaga nie jest ważna, Tak jak Zayn beztrosko śpij, I z hejterów sobie kpij, Flirtuj z każdym tak, jak Hazza, Dostań butem, to się zdarza, Bądź geniuszem tak, jak Nialler, Walnij dredy, jak Bob Marley, Śmiej się dużo, ucz się mało, Na klasówkach ściągaj śmiało, Bądź pomocna jak komputer, Szybka, jak Malika skuter, I jak żyjesz- żyj swobodnie, Bo Ci Liam zdejmie spodnie...)
 A także pijanego sylwestra i lekkiego kaca :D
                                  Wesołych i radosnych! Oraz szczęśliwego nowego roku!  

Obserwatorzy