sobota, 27 grudnia 2014

Chapter thirty -one

Szłam szkolnymi korytarzami. Nic nadzwyczajnego. Kolejny nudny poniedziałek. Ubrałam Jeansy i koszule. Nigdzie nie widzę Louisa wiedz idę dalej. Siadam przed salą od matematyki. On sam mnie znajdzie. Nagle podchodzi nasza Nauczycielka.
-Sam - mówi z uśmiechem
-Dzień dobry pani Andrew -mowie i  odwzajemniam uśmiech.
- Musisz uważać -mówi nauczycielka ze strachem w oczach i obłędem czającym się w jej prawie czarnych oczach. Rozgląda się do okoła tak jakby sprawdzała czy nikt nie podsłuchuje - uważaj
-Na co? -Pytam i wstaje
-Na złe towarzystwo - mówi i się rozpływa jak wszystko do okoła - na moich morderców
Budzi mnie budzik. Wstaje myśląc nad moim snem. A raczej koszmarem. Co ona miała na myśli. Czy chodziło jej o Lou?

 *LOUIS*


Siedziałem w salonie. Prawie wszyscy już byli. Czekaliśmy na Harrego. Jął na zawołanie wszedł i trzaskając drzwiami.
- Czy ktoś mi wytłumaczy co się tu cholera dzieje! -Krzyczy ze złością
- Już ci mówię - odpowiadam - wszystkim mówię. A więc tak doszło do morderstwa.
-kto nie żyje? - Pyta Niall trochę zszokowany
- Nauczycielka - mówię a oni dziwią się jeszcze bardziej
- Jak to? - pyta Zayn
- Ktoś ją zastrzelił - mówię spokojnym i opanowanym tonem, który coś sugeruje.
- Myślisz że to oni? - pyta Liam
- Ja nie myślę. Ja to wiem - odpowiadam
- Odważyli się na coś takiego - mówi z niedowierzaniem blondyn
- Tak to na pewno oni - odpowiadam - The Wanted

***
Hejo!! A więc po świąteczny rozdział! Będzie jeszcze jeden przed sylwestrem ;) Czekam na komentarze ;)

środa, 10 grudnia 2014

Chapter Thirty

-Naprawdę ci tak powiedziała? - zapytał zdziwiony Louis gdy opowiedziałam mu wszystko. Na koniec łzy naleciały mi do oczu ale szybko otarłam oczy nakazując sobie spokój.
- Tak - odpowiedziałam beznamiętnym tonem - Szczerze? Mam to gdzieś. Jestem na tyle dorosła żeby decydować z kim będę się zadawać. Jestem dorosła do cholery! A ona zachowuje się tak jakbym była jakąś 15 latkom!
- Wiesz pewnie boi się tego strasznego chłopaka z tatuażami i piercingiem, który zawsze ci towarzyszy - powiedział i po chwili zastanowienia dodał - gdybym był matką też bym się bał.
Walnęłam go w ramie i zaczęliśmy się śmiać. Niestety wszystko co dobre się kończy. Rozległ się dzwonek na lekcje. Podążyliśmy żartując w stronę klasy. - Teraz mamy....?
- Mmmm - zastanowiłam się - Matematykę
- Nie - powiedzieliśmy jednocześnie i znów się zaśmialiśmy. Nie lubiliśmy matematyki. Gdy podeszliśmy do klasy. zauważyliśmy grupę ludzi stojących w półkolu.
- Co się dzieje? - mruknęłam. Podeszliśmy bliżej i zauważyliśmy naszą panią na podłodze. Pewnie nie było by to aż tak niepokojące gdyby nie kałuża krwi. Obok niej stał dyrektor.
- Opuścić budynek. Lekcje odwołane - powiedział. Wszyscy wyszli powoli i z ociąganiem. Nie dziwiłam się im. Też chciałabym wiedzieć co się stało. Nadal stałam jak wryta patrząc na powiększającą się kałużę krwi.
- Sam... Musimy iść.. - powiedział Louis a ja usłyszałam w jego głosie dziwną nutę,
- Co się stało Louis? - zapytałam gdy tylko wyszliśmy ale on się nie odzywał - Louis do cholery!
- Sam nie zrozumiesz! - krzyknął. Widząc moją przerażoną minę lekko się uspokoił - muszę jechać coś załatwić odwiozę cię do domu
Powiedziała  a ja się już nie odzywałam. Nie rozmawialiśmy całą drogę do mojego domu. Myślałam o tym co się wydarzyło. Kto to mógł zrobić? I dlaczego? Czy pani Andrew miała jakiś wrogów? Przerwałam rozmyślenia gdy podjechaliśmy pod mój domu. Szybko wysiadłam i zatrzasnęłam drzwi. Przez chwilę nic się nie działo a potem Louis odjechał z piskiem opon. Weszłam do domu.
- Czy przyjechałaś z Louisem? I co robisz o tej porze w domu? Poszłaś na wagary? - Natychmiast zostałam zaatakowana pytaniami mamy, które zbyłam i poszłam do swojego pokoju. W którym na prawdę spędzałam ostatnio dużo czasu. Zjechałam w dół po drzwiach i się rozpłakałam...

***
Wiecie kto mógł zabić panią Andrew? Czekam na komentarze ;)

środa, 19 listopada 2014

Chapter Twenty- Nine

Wiecie jak to jest gdy kochacie kogoś a wasi najbliżsi go nie nawiedzą? Tak było ze mną. Gdy wyszłam ze szpitala okazało się, że mam Anemię. Niedobór żelaza i szybko się męczę. Mama zakazała mi kontaktów z Louisem. Oczywiście będę się z nim widywać w szkole i może uda mi się poza nią ale to chyba nie ma przeszłości. Odkąd wróciłam siedziałam w swoim pokoju. Miałam zamiar pokazać, że nie mam zamiaru się odzywać do mamy z resztą do taty też bo on stoi po jej stronie. Matka jeszcze u mnie nie była ale wiedziałam, że prędzej czy później pęknie i przyjdzie. Jak na zawołanie usłyszałam pukanie.
- Skarbie? - zapytała moja mama otwierając drzwi. Nie odpowiedziałam - Możesz być na mnie zła...
- Nie potrzebuje do tego pozwolenia - przerwałam jej ostrym tonem.
- Ja na prawdę nie chcę żebyś się z nim spotykała. To nie ten sam Louis. Nie widzisz jak się zmienił?- zapytała. Zaśmiałam się.
-Nie obraź się ale jesteś płytka. Oceniasz go po wyglądzie, a gdybyś poznała go bliżej zrozumiałabyś, że nie zmienił się tak bardzo Nadal jest tym Louisem, który bawił się ze mną w piaskownicy i siedział w domku na drzewie. Ale ty tego nie zrozumiesz.Niby chcesz dla mnie tak dobrze? A może po prostu martwisz się o swoją reputację? Bo co powiedzą w pracy gdy dowiedzą się z kim  spotyka się twoja córka? Więc nie praw mi tu kazań. Zresztą i tak będziemy razem. Zobaczysz - powiedziałam. Popatrzałam na nią i była zła, rozgoryczona. Tyle pokazywała jej twarz. Ale w oczach widziałam smutek. Trafiłam w czuły punkt.
-Masz szlaban - odparła beznamiętnie i wyszła trzaskając drzwiami. Siedziałam chwile w osłupieniu. To tyle? Żadnych latających talerzy? Wow! Przygotowałam się na gorsze...
No nic odrobiłam zadanie z matematyki i poszłam spać obawiając sie co przyniesie jutro...

Wstałam wcześniej żeby uniknąc spotkania z matką co mi się udało. Poszłam do szkoły znacznie wcześniej niż zazwyczaj więc wstąpiłam do sklepu po wodę i rogalika. Tak czy siak w szkole byłam wcześniej. Siedziałam pod klasą i zauważyłam Lou idącego w moją stronę. Uśmiechał sie do mnie na co ja odpowiedziałam smutnym uśmiechem.... Przestał się uśmiechać

***
Hej hej! Podoba się? czekam na komentarze ;)


piątek, 10 października 2014

Chapter twenty-seven

*Sam*

Mówią że  osoba w śpiączce wszystko słyszy. Bo tak jest. Ja słyszałam wszystko jak mama płakała jak kłóciła się z Lou. Pamiętam jak prosił mnie żebym nie obchodziła. I jak w szpitalu mówił że nie chciał mnie opuszczać i że zawsze mnie kochał. Jak błagam żebym się obudziła powiedziała że  wszystko w porządku. Chciałabym ale to nie takie proste....

*Louis*

Siedziałem już tutaj 3 dni a ona nadal śpi nie obudziła się nie dała znaku życia. Zapadła w sen. Co zrobię jeżeli się nie obudzi? Jeśli już nigdy nie zobaczę jak się uśmiecha? Moje oczy się zaszkliły. Poczułem rękę na ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem pielęgniarkę.
-Może pójdziesz do domu? -Zapytała delikatnie -potrzebujesz snu
- Nie chce jej opuszczać -powiedziałem a ona westchnęła
-To chociaż idź na dół po kawę. Może ci się polepszy -powiedziała a ja się zawahałem -popilnuję jej. Obiecuje.
Wstałem i ruszyłem ba dół do małej kawiarenki. Kupiłem kawę i usiadłem na chwilkę. Od razu zrobiło mi się lepiej. Naprawdę przydał by mi się sen. Dopiłem kawę i wyszedłem na zewnątrz. Zapaliłem papierosa. Cholera! Miałem rzucić. Dobra ostatni raz naprawdę muszę się odprężyć. Gdy tak paliłem papierosa myślałem o tym co utraciłem. Przyjaciółkę, szansę na dobre życie. Żałowałem tego, że wyjechałem. Żałowałem jak cholera. Ale nie mogę cofnąć czasu. Mogę jedynie naprawić błędy. Dokończyłem fajkę i wszedłem z powrotem do szpitala wszedłem po schodach na górę. Zobaczyłem tą samą pielęgniarkę, która poprosiła mnie abym wyszedł na kawę, biegnącą po schodach a następnie do sali Sam. Pobiegłem za nią. Wszedłem do sali obok Sam siedziała jej mama. Płakała. Nie żyje...?  Nie możliwe. Nagle poruszyła się ale nie otworzyła oczu. Było słychać tylko szept. Wyszeptała imię.
- Louis - a mnie ogarneło dziwne uczucie szczęścia i ulgi.
-Sam? - zapytałem i podszedłem. Dziewczyna otworzyła oczy i skierowała je na mnie
- Jesteś - powiedziała i się uśmiechnęła. Chwyciła mnie za rękę i powiedziała - Proszę zostań
- Jestem - odpowiedziałem i poczułem pieczenie w oczach. Nie! Nakazałem sobie. Ja nie płaczę - Będę 

***

Hej! I jak wam się podoba? Mam nadzieję że ok i czekam na komentarze ;)

piątek, 26 września 2014

Chapter Twenty-six

Przepraszam! Nie będę zła jeżeli nie pojawi się żaden komentarz zaniedbałam wszystko ;cc Rozdział dedykuję każdemu kto jeszcze czyta ;)


Weszłam do domu a matka od razu do mnie podskoczyła.
-Co ty sobie myślisz?! - wyjechała na mnie
- O co ci chodzi? - zapytałam
- Czuć od ciebie wódkę, kolegujesz się z jakimiś tatuowanymi gangsterami i jeszcze... - zacięła się
- Co?! - zapytałam ostro
-Znalazłam u ciebie żyletkę i przeczytałam kawałek pamiętnika - odpowiedziała
- Że jak?! - krzyknęłam - Nienawidzę cię!
Weszłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami. Padłam na łóżko i miałam dość. Wyciągnęłam z półki tabletki i połknęłam czekając na spokojny sen.....

*Louis*

Postanowiłem iść na spacer. Szedłem sobie drogą gdy nagle przede mną wyrosła mama Sam. 
- Dobry wieczór - powiedziałem i się uśmiechnąłem 
- Masz nie spotykać się z moją córką - powiedziała chłodno a ja patrzyłem na nią zaskoczony
- O co chodzi? - zapytałem
- Po prostu zostaw ją w spokoju - powiedziała
- Czy coś się stało? - zapytałem a moja komórka zaczęła dzwonić. Sam. - Halo?
- Pa Lou - powiedziała
- Co? Halo? - zacząłem ale po drugiej stronie nic nie było słychać. Nie myśląc zacząłem biec w kierunku jej domu. Byłem tam w kilka minut. Wszedłem do środka i prawie się zabiłem biegnąc po schodach. Otworzyłem drzwi pokoju i zobaczyłem Sam leżącą na łóżku.
-Sami? - Nie mówiłem tak do niej odkąd pamiętam - nie opuszczaj mnie
Zadzwoniłem po karetkę ale nie wiem czy uda się jej pomóc. 
Położyłem się obok niej i rozpłakałem.
- Nie opuszczaj mnie - powtórzyłem ale mój głos stłumiło wycie karetki.

*
Hej!! Jak wam się podoba? Mam nadzieję że będzie choć jeden komentarz ;)



wtorek, 22 lipca 2014

Chapter Twenty-fife

Nie możliwe jak ona mogła? I po co? Chwilę później usłyszałam kroki na schodach i przyciszone głosy.
- Kochanie? - usłyszałam głos mamy po drugiej stronie drzwi - otworzysz mi?
- Tobie czy twojej nowej przyjaciółce? - prychnęłam
- Ja się o ciebie troszczę - powiedziała łagodnie
- Myślisz, że wariuję? - zapytałam - I wzywasz psychiatrę?
- Skarbie... - zaczęła
- Skończ. Jeżeli według ciebie wariuję to się do mnie nie odzywaj! - wykrzyknęłam a mama zaczęła coś mówić ale ja już stałam na balkonie i ubierałam buty które tam trzymałam. Zeszłam po rynnie i znalazłam się na dole. Szybko pobiegłam w którąś stronę i po chwili z zaskoczeniem stwierdziłam, że kieruję się do Louisa. W sumie to jedyne miejsce gdzie mogę iść....

*Louis*

Siedziałem na kanapie i oglądałem jakiś dupiasty program gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Znowu Harry - Pomyślałem z ironią. Otworzyłem drzwi i moje oczy powiększyły się z zaskoczenia. 
- Wejdź - powiedziałem do dziewczyny stojącej w progu. Chyba prędzej spodziewałbym się prezydenta niż Sam stojącej w moim progu z rozmazanym tuszem do rzęs. Na pewno płakała - co się stało?
Nie odpowiedziała. Zamiast tego usiadła na sofie i wpatrywała się w telewizor ale jej wzrok był utkwiony gdzie indziej. Gdzieś w myślach.
- Psychiatra - powiedziała i zaśmiała się bez cienia wesołości - Jak ona mogła to zrobić? Wezwała psychiatrę własna matka! 
- Sam spokojnie...-zacząłem ją uspokajać
- Nie! Nie spokojnie Louis! Ona wezwała do mnie psychiatrę bo zaczęłam jej pyskować! Rozumiesz?! - jej wzrok stał się zamglony a po chwili po jej policzku spłynęła łza. 
- Cii - przytuliłem ją do siebie - będzie dobrze
- Wiesz co? Nigdy nie spodziewałam się, że jeszcze kiedyś będziesz mnie przytulał -  Ja miałem nadzieję - pomyślałem gdy staliśmy przytuleni do siebie.

***

Hejo! I jak? Podoba się? Mam nadzieję że tak! Czekam na komentarze!


niedziela, 6 lipca 2014

Chapter Twenty-four

- Yyyy... Louis? - zapytałam wchodząc do obskurnego miejsca. Zabrał mnie do jakiejś dyskoteki ale no cóż to była taka nietypowa dyskoteka....
- Tak księżniczko? - zapytał
- Po co tutaj przyszliśmy? - zapytałam
- Wiesz lubię to miejsce, a może ty powinnaś ubierać się hmm... mniej grzecznie? - podpowiedział
- Jasne - powiedziałam już obmyślając plan. Bawiliśmy się do 2 w nocy. Byłam lekko pijana a Louis tak samo.
- Harry? - zaczął dzwonić - Nie. Jestem na imprezie. Wpadniesz po mnie? No bo jestem pijany. Tak ale jest ze mną dziewczyna. Okey czekam.
 I się rozłączył. Z tego co wywnioskowałam Harry chciał aby Lou prowadził sam ale Louis powiedział że ja z nim jestem więc Harry przyjedzie. Nie minęło kilka minut a już siedzieliśmy w aucie Hazzy.
- Dzięki za wieczór - powiedziałam gdy byliśmy pod balkonem
- To ja dziękuje - powiedział Lou a ja dałam mu buziaka w policzek. Potem on pomógł mi wejść na balkon. Gdy już się tam dostałam pomachałam mu i poszłam do łazienki. Szybko się umyłam i poszłam "spać". Bo tak naprawdę rozmyślałam nad dzisiejszym wieczorem.

Obudziłam się z ostrym bylem głowy. Czy życie nie byłoby piękniejsze bez kaca?  No nic weszłam do kuchni i zauważyłam mamę.
- Jak się spało? - zapytała
- Dobrze - odburknełam
- Nie takim tonem! - powiedziała
- A jakim? - zapytałam odstawiając karton z mlekiem który trzymałam w ręku - Jakim tonem mam mówić do matki która ignoruje mnie każdego dnia i ma mnie głęboko w dupie?!
- Samantho...- zaczęła z zaciśniętym zębami
- Nie nazywaj mnie tak. Nie cierpię tego - powiedziałam i poszłam do pokoju. Chwilę później zauważyłam że pod dom podjechało jakieś auto. Przeczytałam napis z boku auta i omal nie wybiłam szyby ze złości.
"Psychiatra"
Nie, nie wierzę... Zaraz mnie coś strzeli....

*
Wiem, że do niczego i wgl. Ale jest ;? Czekam na komentarze

Obserwatorzy