środa, 29 stycznia 2014

Chapter thirteen

"Życie ludzi zmienia" - zgadzałam się z tym cytatem w stu procentach. Nie mogłam tak siedzieć w domu. Ubrałam się w moje jedyne spodnie dresowe.  Nigdy w nich nie wychodziłam. W domu chodziłam w nich gdy nie miałam na nic sił. Ostatnio było coraz więcej takich dni. Były czarne ale miały białe sznureczki i Biały napis na boku "NEW YORK" Do tego ubrałam białe converse i szarą zwiewną bluzkę na ramiączkach. Kreska eyelinerem i trochę pudru. Byłam gotowa. Zwinęłam tylko słuchawki z szafki i mogłam wychodzić.Krzyknęłam coś do rodziców i wyszłam . Jak zwykle gdy byłam w takim nastroju poszłam do parku. Miałam nadzieje, ze nikogo nie będzie na mojej ławce. Minęło jakieś 15 min gdy byłam na miejscu. Z ulga stwierdziłam, ze nikogo tam nie ma. Usiadłam i zaczęłam obserwować dzieci grające w piłkę. Nożną. Ale fajnie. Tez bym pograła. Ale nie mogę rywalizować z 10 latkami. Czy mogę? W sumie.... Wstałam i ruszyłam w ich kierunku.
-Hej - powiedziałam miło - mam do was pytanko. Mogę z wami zagrać ??
Popatrzyli na mnie jak na świruskę.
-Dziewczyny nie po? - zapytałam
- NO bo..... to dziewczyny - powiedział ten sam chłopczyk. Mały szatyn z mocno niebieskimi oczami.
- NO to zrobimy tak. JA przeciwko wam. - powiedziałam ale po krótkim namyśle dodałam - ale biorę jednego na bramkę. Ty ! - wskazałam blondyna z piwnymi oczami   - jesteś moim bramkarzem
Chłopak wzruszył ramionami i przeszedł na moją stronę
- Wy zaczynacie - dodałam
Rozpoczął się mecz. Mieli jedną przewagę. Byli niżsi i młodsi. jaka to przewaga ? Gy oni mnie kopną nic mi nie będzie. A jak ja ich kopne to w najlepszym wypadku będą mieli siniaka. Ale nie powiem fajnie się z nimi grało. Nie mogłam wygrać ani przegrać. Doprowadziłam do remisu.
- I jak ? - zapytałam - dziewczyny nie umieją grac ?
- Wygląda na to ze  niektóre potrafią - powiedział szatyn.
- Jak masz na imię ? - zapytałam
- Oliver - powiedział
- Sam - powiedziałam - NO cóż to był świetny mecz. A teraz muszę iść. Mam nadzieje ze jeszcze się spotkamy
- JA tez - powiedział chłopczyk
- Do zobaczenia - powiedziałam a on odpowiedział tym samym. To mnie podniosło na duchu. Ci mali chłopcy byli mili i słodcy. Uwielbiam ich. Mam nadzieje, zew jeszcze kiedyś ich spotkam. Weszłam na dróżkę w parku i mijając moja ławkę ktoś pociągnął mnie za nadgarstek. Nie zauważyłam, że ktoś na niej siedział. Ten KTOŚ posadził mnie obok siebie. Nie zdążyłam zobaczyć kto to. Chciałam krzyknąć ale ON zatkał mi usta.
- Co ci jest ? - zapytał. Od razu zrozumiałam kto to - Całkiem nieźle grasz z 10 latkami. A jak poradzisz sobie ze mną ?
- Louis dobrze wiesz, ze ze mną przegrasz. Zawsze przegrywałeś - powiedziałam odsuwając się lekko od niego. Nadal się go trochę  bałam. A poza tym nie lubiłam jego bliskiej obecności.
- To było dawno i nie prawda - powiedział.
Prychnęłam - Jasne wmawiaj sobie
- Chcesz się przekonać ? - zapytał
- Z chęcią zobaczę jak przegrywasz - powiedziałam i poszliśmy grać

~*~
Hej! Jeżeli ktoś nada czyta t badziewie czekam na komentarze :)  

9 komentarzy:

Obserwatorzy